ORL 99:102 CHI
Orlando Magic grające bez zawieszonego na jedno spotkanie Howarda przegrało we własnej hali z Chicago Bulls po emocjonującej końcówce. Spotkanie było wyrównane praktycznie od początku do końca. Tylko w drugiej kwarcie Bulls udało się uzyskać nad Magic 11-sto punktową przewagę, jednak Orlando nadrobiło stracone punkty i schodząc do szatni prowadzili tylko jednym punktem 50:49, a J. Nelson trafił buzzer beatera z połowy boiska. 3Q Byki wygrały dwoma punktami osiągając wynik 80:77. W ostatniej kwarcie obydwa zespoły szły “łeb w łeb”. Na 2,5 minuty do końca meczu Orlando wyszło na 3 punktowe prowadzenie – najwyższe dla Magic 94:91. Dwa celne rzuty wolne Derricka Rose’a, później 2 punkty z kontry po przechwycie T. Gibsona i Chicago wychodzi na prowadzenie 95:94. Dwa celne osobiste Orlando, później dwa Boozera i jest 97:96 dla Bulls. Na 14 sekundy do końca faulowany był T. Gibson. Trafił pierwszego osobistego, a piłkę zebrało Chicago. Piłka trafiła do Rose’a, który szybko został faulowany i pewnie trafił dwa rzuty wolne – 100:96. Do końca 9.9 sekundy. Czas dla Magic. Piłka z autu trafiła do J. Nelsona, ten jednak nie trafił za trzy, zbiórka Magic i Richardson trafia za trzy – 100:99 na 2.7 sek. do końca. Timeout Bulls. Boozer faulowany i pewnie trafia 2 osobiste – 102:99. Czas dla Magic. Wybijają piłkę z autu, trafia do Nelsona, który robi zwód, rzuca za trzy i trafia…niestety wypuścił piłkę z rąk o półsekundy za późno i kosz nie został zaliczony, a tak mielibyśmy dogrywkę. Chociaż nie wiem czy sędziowie w powtórce tej akcji nie dopatrzyliby się kroków, bo jak na moje oko to J. Nelson raczej popełnił ten błąd.
Derrick Rose raz jeszcze pokazał, że tytuł MVP należy się jemu – 39 pkt. (13/17 FG, 3/5 3P, 10/10 FT – mówi samo za siebie. Byki zagrały dobrze na tablicach zbierając 37 piłek (co ciekawe Orlando bez Howarda zebrało aż 16 piłek na atakowanej tablicy) oraz na wysokiej skuteczności – 60% FG, 54% 3P, 89% FT. Chicago wygrywając w ostatnich 10 spotkaniach 9-krotnie ma drugi bilans w lidze 60-20 i umocniło się na 1. miejscu konferencji wschodniej. Pozostałe spotkania z Nowym Jorkiem i New Jersey powinny już być formalnością.
MIA 100:77 BOS
Boston przez wczorajszą porażkę z Miami spadł na 3. miejsce konferencji wschodniej, a Miami wskoczyło na miejsce 2. C’s mają aktualnie taki sam bilans jak Lakers i Mavs 55-25.
Celtowie świetnie zaczęli wczorajsze spotkanie od prowadzenia 11:2, jednak pierwszą kwartę wygrali tylko jednym punktem 22:21. Pozostałe trzy kwarty to pokaz świetnej gry Miami w obronie, która zmuszała Boston do oddawania rzutów w ostatnich sekundach na rozegranie akcji, a C’s wielokrotnie ten czas przekraczali i tracili piłkę. Boston w każdej z kolejnych kwart nie rzucił więcej niż 19 pkt (26:18; 27:19; 26:18). Oprócz słabej gry w ataku, jeszcze gorzej grali w obronie. Heat wygrali zdecydowanie na tablicach zbierająć 42 piłki przy tylko 26 C’s. Między innymi w tym aspekcie widać w Bostonie rasowego centra. Krstic miał 1 zb. i 2 pkt., J. O’Neal 0 zb. i 0 pkt. Nadrabiał Baby Davis zbierając 7 piłek i rzucając 6 punktów, jednak on jest bardziej PF niż C. Na jakim szczeblu było to spotkanie mogliśmy zobaczyć pod koniec 2Q, gdy LeBron James atakujący w kontrze C’s został brutalnie faulowany przez J. O’Neala. O’Neal zamiast stanąć Jamesowi na offensa, wyskoczył do niego barkiem, ale na dobre mu to nie wyszło. Mimo, że jest trochę cięższy od Jamesa to po zderzeniu to on odbił się od LBJ’a, a do tego dostał faul niesportowy. James po uderzeniu zdążył jeszcze rzucić w Jeramaina piłką. Później do akcji wmieszał się jeszcze Pierce (BOS) i Wade (MIA), którzy otrzymali po faulu technicznym. Do końca spotkania “dacha” za dyskusję z sędziami dostał Chris Bosh.
Heat są w gazie wygrywając w ostatnich 10 spotkaniach 8 gier, a Boston ciągle niestety ma problem i przy trudniejszych rywalach nie może sobie poradzić (w L10 bilans 5-5). Jeśli na czas playoffs nie wróci Shaq to C’s będzie ciężko dostać się do finału konferencji. Tak jak pierwszą rundę myślę, że przejdą bez większych problemów, tak później będzie im bardzo niewygodnie. Ale do playoffs jeszcze 5 dni, więc wszystko się może zdarzyć, więc i Shaq może wrócić. Ciekawostka: Kevin Garnett po raz pierwszy w sezonie trafił za 3 punkty!
PHX 90:115 DAL
Wczorajszy mecz od początku zaczął się źle dla Phoenix. Pierwsze 4 punkty zdobył dla Suns Marcin Gortat (nie trafił jednego wolnego w akcji 2+1) i na tym dobre aspekty się skończyły.Początek to wynik 15:4 dla Dallas. W 1Q goście z Phoenix mieli prawie 50% mniej oddanych rzutów niż gospodarze i przegrali pierwszą kwartę aż 36:17. Suns udało się urwać trzecią kwartę, ale nie miało to znaczenia dla przebiegu spotkania, które od początko kontrolowali Mavericks. Goście przegrali walkę na tablicach, mniej podawali i grali na kiepskiej skuteczności. 2/20 za 3 oraz 15 spudłowanych rzutów wolnych mówi samo za siebie. Jest to kolejny mecz w którym grający przez 5 minut Robin Lopez nic nie pokazał i zapisał się w protokole jedynie faulem. Pozytywny aspekt w drużynie Słońc to Marcin Gortat, który zdobył najwięcej punktów – 15 (niestety ze słabą skutecznością 6/12 FG, 3/7 FT oraz co ciekawe 0/2 za trzy) – oraz zebrał 9 zbiórek (niestety jednej zabrakło do double-duble). Już przesądzone, że ekipa Gortata w tym sezonie będzie miała więcej porażek niż zwycięstw (przed wczorajszym mecze mieliśmy szanse na 50% bilans). Z ostatnich 10 spotkań przegrali aż 8 z nich. Dzięki nie awansowaniu Suns do playoffs władze klubu będą miały sporo czasu na przemyślenia, co zrobić, aby w przyszłym sezonie ich drużyna była wysoko w lidze.
Dzisiaj Phoenix grają z Minnesota Timberwolves. Wolves będą chcieli przerwać serię 12-stu porażek. Mam nadzieję, że Suns im na to nie pozwolą.
OKC 120:106 LAL
Mimo, że Lakers przegrali to spotkanie to był to całkiem inny mecz niż poprzednie. Przede wszystkim zawodnicy walczyli i chciało im się grać, a najlepszy przykładem jest to, że przez 3 pierwsze kwarty popełnili tylko 1 stratę (niestety w 4Q dali ich aż 9). Wniosek jest taki, że jest postęp. Phil Jackson powiedział przed meczem, że tym jednym spotkaniem nie naprawią wcześniejszych porażek, ale idą do przodu. Szkoda tylko, że najlepszy okres jakie mieli w tym sezonie tj. czas po All Star i bilans 17-1 teraz zmienili w 5 porażek z rzędu.
Jeszcze na 3 minuty do końca meczu Lakers prowadzili 104:103. Od tego momentu Thunder zrobili run 17:0 nie pozwalając gospodarzom zdobyć żadnego punktu. To było coś niesamowitego. Oklahoma pokazała po raz kolejny jak świetnym jest zespołem i jak niewygodnym dla swoich przeciwników. OKC 4. miejsce na zachodzie mają nadal szansę, aby być na 2. musieliby jednak wyprzedzić Lakers i Dallas, czyli Thunder wygrywają swoje mecze, a tamte drużyny przegrywają. Jeziorowcom pozostało spotkanie u siebie z Spurs oraz na wyjeździe z Kings. Gdyby odbywa wygrali byłoby idealnie.
NYK 110:109 IND
Świetna końcówka meczu dla Carmelo Anthony’ego, który swoim rzutem sprzed nosa D. Grangerowi wyprowadził Knicks na prowadzenie dające wygraną, a także w kolejnej akcji jego blok na nie kim innym jak D. Granger’ze uniemożliwiający wygraną Pacers. Najlepiej obejrzeć recap meczu poniżej:
Pozostałe wyniki:
DET 112:101 CHA
NJN 92:99 TOR
NOH 89:111 MEM
SAC 104:103 GSW