Dzisiejszej nocy Chicago Bulls pokonało Sacramento Kings az 132:92. Pierwsza kwarta była całkiem wyrównana o czym świadczy wynik w połowie pierwszej kwarty 2o:18 dla Bulls. Oczywiście tylko przez chwilę, bo zaraz potem “Byki” zaczęły uciekać “Królom” rzucając w 1, 2 i 3Q po 34pkt, a w 2Q “jedynie” 30pkt. Po dzisiejszej wygranej razem z Boston Celtics razem przewodzą konferencji wschodniej z bilansem 50:19.
Ten mecz był pokazem prawdziwie zespołowej koszykówki:
- punktowało 10 zawodników (punktów nie zdobyli jedynie R.Butler i K.Thomas);
- aż 8 zawodników miało wynik dwucyfrowy;
- najwięcej punktów zdobyli D.Rose i K.Korver po 18.
Na ten mecz po przerwie spowodowanej kontuzją powrócił C.Boozer i zagrał bardzo dobre spotkanie (16 pkt, 5 zb, 5 as). Chicago bez Boozer’a byli 4:1 ulegając jedynie Indianie po dogrywce 115:108. Pokazali, więc że potrafią wygrywać bez podstawowego gracza, a kiedy go mają to mogą być nie do powstrzymania. Patrząc na cały obecny sezon NBA, All Star Game (tak, wiem, że to się nie liczy, bo na ASG grają zupełnie inaczej, pokazowo, ale dla mnie All Star ma w pewien sposób odniesienie do tego jak wygląda liga w danym sezonie dlatego o tym pisze), na wiele zespołów wiem już, że play offs będą w tym roku niesamowite bez względu na zwycięzcę ( czas więc przedłużyć abonament na league pass na play offy).
Derrick Rose – wiem, że jest świetnym koszykarzem, jego wejścia są niesamowite, to z jaką łatwością mija przeciwników i jak jest szybki powinno być inspiracją i celem wielu, niestety ja dopiero się do Niego przekonuje, staram się od jakiegoś czasu, bo wcześniej nie mogłem. Może dlatego, że w pewien sposób media go lansują i całkiem szybko został okrzyknięty MVP tego sezonu (jak najbardziej na to zasługuje), może dlatego że wg. mnie nie ma dobrego rzutu z półdystansu i dystansu, a bazuje głównie na wejściach. To z mojej strony jest czepianie się, bo nie trzeba robić wszystkiego na 100%. Rose opanował wejścia na kosz i rzuty w pomalowanym z najdziwniejszych pozycji. Ostatnim czasem w mediach było głośno o tym, że sam Michael Jordan “namaścił” Rose’a na swojego następcę mówiąc o nim, że to on zasłużył najbardziej na tytuł MVP tego sezonu. Sam Rose odniósł się do tych słów bardzo skromnie: “- Nie wiem, co powiedzieć. To wielki zaszczyt, ale najważniejsze dla mnie są zwycięstwa drużyny. A taka nagroda przyjdzie tylko wtedy, gdy będziemy wygrywać”.
To pokazuje jak wiele w nim pokory i że cały czas pozostaje sobą.
W dzisiejszym meczu pokazał jak być liderem drużyny, zdobywać dużo punktów (18), a jednocześnie kreować grę i rozdzielać piłki kolegom zdobywając 8 asyst.
Tak więc do przodu Derricku Rose i Chicagowskie Byki!
BTW: dzisiejsza wygrana była ich pierwszym 50 zwycięstwem od 1998 roku.