Boston Celtics dzisiejszej nocy podejmowali we własnej hali Memphis Grizzlies. Zwycięstwo było Celtom potrzebne głównie dlatego, aby zrównać się z Chicago Bulls (51:19) i razem prowadzić w konferencji wschodniej. Niestety gospodarze ulegli drużynie z Memphis 90:87. Celtics od All Star Game zaliczyli jedynie 9 zwycięstw i 6 porażek, wyraźnie nie mogąc złapać swojego rytmu. Przegrali z Denver, Clippers, Philadephia, New Jersey, Houston oraz dzisiaj z Memphis. W tym sezonie grając dwa razy z Rockets dwa razy z nimi przegrali. Podopieczni Doc’a Rivers’a chyba ciągle uczą się grać bez Kendricka Perkinsa, którego miejsce zastąpił Nenad Krstic. Krstic radzi sobie zdecydowanie lepiej niż myślałem, powoli dostosowując się do gry swojej nowej drużyny. Mam nadzieję, że czas pozostały do końca sezonu wystarczy mu na całkowite “dotarcie się”, a Celtics będą ważną siłą w play offs.
Niestety w dzisiejszym meczu Krstic zagrał słabo. Na boisku spędził 21 minuty w tym czasie zdobywając 6 punktów i zbierając tylko 2 piłki. Boston grał dzisiaj nie równo. Wygrali 2Q i 3Q, by przegrać 1Q i 4Q, a co za tym idzie całe spotkanie 90:87. Po dwóch niecelnych rzutach osobistych na 4 sekundy do końca do dogrywki mógł doprowadzić Paul Pierce, ale dobrze kryty przez graczy Grizzlies spudłował rzut za 3 punkty. Niezrozumiałe jest dlaczego w przed ostatniej akcji na 5 sekund do końca przy wyniku 90:87 dla gości za trzy punkty rzucał akurat Glen Davis. Allen, Pierce czy nawet Garnett, ale “Baby”?
Boston miał aż 97% z rzutów wolnych przy 68% Memphis, przegrał na deskach 43:37, a także mial więcej strat od Grizzlies 20:15. Rajon Rondo był bliski zdobycia triple double bez zdobyczy punktowej zaliczając 11 zbiórek, 11 asyst i 7 przechwytów.
Po dzisiejszej przegranej Boston ma czwarty bilans w lidze po Spurs, Bulls i Lakers. Następne spotkanie już w nocy z piątku na sobotę z Charlotte Bobcats.